Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Kolorowe i B&W proste i przyjemne ścienne i okienne

co? A girlandy - ostatnio wypluwane są przez maszynę mą :)

Dla Tymiorka beżowo-błękitna:


Dla Ninusi różowo-zielona:


Dla siostrzeńca czarno-biała - fajnie się prezentuje w naszej kuchni na rolecie, może też sobie taką trzasnę? Girlandy takie szyje się bowiem bardzo łatwo i przyjemnie, a szczególnie fajne jest to, że można zestawiać dużo kolorów, a jak się ma sklep z tkaninami, to nie można przejść koło ich wołania: "uszyj coś ze mnie, jestem taka piękna!" obojętnie ;)


Na ostatnim zdjęciu w konwencję B&W widać jak wpasowała się też podniebna dmuchana zebra Ninkowa :)

I dla siostrzenicy zielono-fioletowa:


Wszystkie są dopasowane kolorystycznie do pokoju obdarowanego, a b&w nawet doczekała się podziękowania! Co jest o tyle zaskoczeniem, że szyjąc myślałam bardziej o siostrzenicy że jej się spodoba, a po chłopaku nie oczekiwałam że się ucieszy jakąś tam ozdóbką na ścianę ;) a jednak tu napotkałam więcej entuzjazmu.

Nie lekceważmy zatem i chłopięcego poczucia estetyki :)

sobota, 23 lutego 2013

Po-walentynkowo...

W tym roku mi się udało uszyć serduszka na Walentynki ;) (nie tak jak rok temu, za to kino tak samo nie wyszło - tym razem z powodu zatkanego zlewu, bo to oczywiście moja wina, że młynek stanął dęba, bo przecież tylko ja go używam, więc jak się zepsuł to na pewno moja wina i nie dość że cały walentynkowy wieczór spędzony pod zlewem, to jeszcze w aurze prostytutek ciskanych w powietrze...) ale za to obfocić już nie, bo się ładowarka do aparatu ukryła perfidnie...

Ale już ją namierzyłam, więc są: ozdoby sypialniane w zapodanym przez Tymisiowe literki kolorze błękitno-beżowym zdobią teraz wezgłowie naszego łóżka by day:


by night:


i z bliska:


No i zachęcona przez Was ;) zrobiłam literki, bo mi brakowało jeszcze błękitnego akcenciku na ogromnej ścianie ciemnobrązowych zasłon - zasłoniętych:


i rozsuniętych:


z bliska:



Fajnie się szyje, ale jakoś nie umiem ich wypchać, żeby się nie pokrzywiły. Niby są równe, ale jak się wypcha, to np. ogonki E się ku sobie mają, a nie powinny :) Nie wiem jak temu zaradzić - jakieś tipy?

W ogóle to pierwszy raz zamiast wypełnieniem poduszkowym wypychałam skrawkami ociepliny: serduszka grubą mięciutką silikonową taką na kołderki, a literki cienką poliestrową, taką do patchworków. Silikonem wypycha się genialnie, równiutko się układa, a serduszko jest mięciutkie i milutkie. Poliestrową też dużo lepiej niż kulkami poduszkowymi, ale nie aż tak fajnie jak silikonem, bo jest to bardziej zbity materiał i tak łatwo się nie rozkłada równomiernie.

Generalny wiosek zatem brzmi: jak sobie wypychać, to silikonem!
Czyli że Ameryki nie odkryłam... ;)))


A skoro już jesteśmy w temacie serduszkowym, to pokażę Wam, że nie tylko dziewczynki lubią serduszka ;)


piątek, 8 lutego 2013

Tymisiowy kącik

Przymierzałam się i przymierzałam do uszycia literek mojemu młodszemu dziecięciu do powieszenia nad łóżeczkiem. W końcu postanowiłam się zainspirować literkami różnymi na all żeby wybrać jakąś czcionkę.

I zobaczyłam gotowe literki "Tymek" pomalowane w idealnie pasujących do mojego wyobrażenia kolorach za dobrą cenę (bo nie na zamówienie tylko gotowe - widocznie ktoś zwrócił czy co). No 30 zł to na pewno mniej niż kosztowałoby mnie czasu uszycie takowych ;) a już na pewno szyte przeze mnie i to po raz pierwszy w życiu nie byłyby takie ładne.

No i są:


A tak wyglądam w moim kąciku w sypialni rodziców en face ;)


A tak wyglądam z bliska na moim różowym przewijaku :)


A tak wyglądam z superbliska - wiem, moja mamusia jest strasznie nudna z tym pokazywaniem moich zdjęć, ale tłumaczy się że Wy wcale jej za to nie obsztorcowujecie... ;)))


No i żeby nie było że znowu post o niczym, to taką poszewkę mu uszyłam dwukolorową - wcale tak nie miało być, ale akurat mi takie kawałki pozostawały i pomyślałam że nawet będzie fajnie, jak dolna strona wywinie się na górną:


A łączenie przezygzakowałam w przypływie weny tfurczej ;)


poniedziałek, 21 stycznia 2013

Winter look

Dawno nie pisałam, więc na przeprosiny bananik:


Jeszcze przed sylwestrem (mimo dogorywania chorobowego) udało mi się w końcu uszyć trzy poszewki B&W, które od dawna chodziły mi po głowie:


Goście sylwestrowi nie zauważyli... ;) A ta gwiazdka jest zrobiona papierem transferowym.

A po rozebraniu choinki kilka ozdupek się załapało na pozostanie z nami w nowych odsłonach:


Tu się załapał wózek, jako że pasuje do konwencji biało-czarnej, a jest obecnie stałym elementem wyposażenia: mój wspaniały synek go bardzo polubił (a czasem nawet gada i uśmiecha się do kropeczek, które widać też od środka ;)) i spędza tam większość czasu, kiedy nie jest na macie, a ja go mogę wszędzie ze sobą zabrać. 

Po dwóch stronach okna w jadalni straszą kikuty od niezamocowanych (z braku kupienia) kinkietów, więc tam przycupnęły serduszka - lepsze to niż goły drut z kostką... ;)


A w holu koniki wyparły serduszka z ramek:


Już dawno z tkaniny z Ikei uszyłam takie coś - zależało mi, żeby cały raport był widoczny, a szerokość tkaniny jest 150cm, czyli tyle co długość mojego stołu (jakoś mi się wydawało że on ma 120...), więc musiałam mu doszyć końce - wybrałam czarną Minnę, też z Ikei, bo jest podobnej grubości.


Wygląda ciekawie i nawet mi się podoba, problem jest tylko taki, że teraz się boję wrzucić do pralki, bo amarantowa Minna z której Ninka ma zasłony farbuje okrutnie, więc podejrzewam że czarna tez... A ręcznie mi się nie chce prać ;) I tak leży w tej pralni i czeka na zlitowanie...


PS Mój mąż jedzie na narty od środy do soboty z kumplem, a Ninkę zabiera moja mama na ten czas, więc idzie MEGALABA!!! :))) Nawet gotować nie będę musiała, bo tak to jak nawet Ninka szła do babci, to mąż przecież... A sama to zjem byle co, a Tymiorek jest taki kochany, że niewiele wymaga (oprócz wstępu do baru mlecznego ostatnio to nawet co godzinkę czasami - a efekty są: dwumiesięczne dziecko w ubrankach na 74cm (czyli 6-9 miesięcy...), mieszczące się w 97 centylu wagowym i totalnie poza skalą wzrostowo...) więc się cieszę :) (pomijając fakt, że też bym sobie pojeździła - kurka najpierw go sama nauczyłam, a teraz sobie sam jedzie ehhh...) A mąż wszędzie się chwali że ma taką świetną żonę że go puszcza na narty mając dzidziusia :)))))

poniedziałek, 12 listopada 2012

Spóźnia mi się...

Mam dziś termin, ale chyba nic z tego nie będzie, a już wszystko czeka:




Przychodź chłopaku, bo już nie mam siły... ;)

Muszę powiedzieć, że całkiem milusia wyszła pościel z Ikeowskiego kuponu bawełny w jeżyki. A uszyłam sobie też kołderkę do łóżeczka taką mniejszą, bo standardowa 130x100 się słabo mieści w łóżeczku 120x60 i trochę dziecięciu 50-60 cm jest nadwymiarowa... Koleżanka mi podrzuciła, żebym spróbowała coś takiego uszyć i się nieźle namęczyłam z pikowaniem podwójnej warstwy grubej ociepliny silikonowej, ale muszę przyznać że wyszło uroczo i mięciutko. I sobie walnęłam beżową lamówkę w krateczkę, a co! Nikt nie ma takiej kołderki :)



Za to ochraniacz na łóżeczko uszyty na bazie starego ochraniacza jest kiepski - jakoś kompletnie nie trzyma formy, jest beznadziejnie (a właściwie prawie wcale nie jest) przepikowany... Taki co sobie uszyłam sama do mojego sklepu trzyma się dużo lepiej niż jakiś kupny badziew ehhhh... :) O ten:


W dodatku umyśliłam sobie, że koło łóżeczka powieszę półkę na duperele w ładnych pudełeczkach (uszyję albo obserwetkuję), a pod nią wieszak na inne ozdobniki, torbę na pieluchy, może jakąś maskotkę bym uszyła albo girlandę z imieniem, albo taki minisweterek wydziergałabym nawet... A tu się okazuje, że ta ściana z karton-gipsu i mąż mówi że półki nie utrzyma buuuuuuu :(((


A Młodemu imienia nadal brak..... ale są nowe typy:
Tobiasz
Ignacy
Tymoteusz


No wiem, wiem, to nie Leon... :)


Kurczę, może on czeka aż my się w końcu na jakieś imię zdecydujemy???

piątek, 5 października 2012

Kuchenne ozdobniki

Leżały i kurzyły się w garażu, więc w końcu się zmusiłam do wyciągnięcia, pobejcowania, popastowania i są: tablica czarna i korkowa. Ale korkowa mi się nie podobała, więc ją zaserwetkowałam na groszkowo rzecz jasna :) A ponieważ krawędzie bardzo ciężko zrobić równiutko przy takiej powierzchni klejenia (przynajmniej mi ciężko ;)), to dałam dookoła tasiemkę koronkową. 

Wszystko wisi na ścianie w kuchni, którą kiedyś przewidzieliśmy pod ewentualny telewizor (no co za pomysł, nie? ;)) i straszyła kontaktami - teraz są pod tablicą korkową, skutkiem czego ona niestety brzydko wisi i odstaje, ale pocieszam się że i tak jest lepiej niż z gniazdkami na wierzchu. A pod nią nasz prezent zeszłorocznogwiazdkowy - kalendarz ze zdjęciem Pierworodnej :D

No i przy okazji dokończyłam też dawno rozgrzebane drewniane pudełko na serwetki (w zasadzie pomysł na nie był pierwszy, tablice są dokompletowane potem) w tym samym stylu i teraz postarzana szarość stołeczka ma uzasadnienie:


Hehe znowu udało mi się utrwalić na jednej fotce kilka swoich wytworów :P :P :P




niedziela, 23 września 2012

Trochę serwetek

Dekupażu trochę się boję, bo mi brzydko wychodzi, ale niektóre serwetki to aż się proszą... I marzyło mi się od dawna zrobienie sobie literek HOME (no i co z tego że mało oryginalne, ale jakie nośne! :)), więc coś takiego powstało i na kominku przycupnęło:




Wow, udało mi się zmieścić w jednym kadrze trzy swoje wytwory: napis, serduszka i poduchy, no-no :D

A jeszcze latem pokleiłam sobie testowo dwie bransoletki serwetkami i nosi się je całkiem nieźle, muszę przyznać: