do łóżka z... z mła.
Czyli: uszyła se pościel :)
Dostałam w końcu długo oczekiwany negatyw brązowego materiału w kremowe wzory barokowe i uszyłam sobie daaawno wymyśloną pościel.
Tzn. jest trochę inna niż miała być, bo chciałam jeden komplet z jasnej poduszki i ciemnej kołdry, a drugi odwrotnie, ale wtedy nic mi nie pasowało na prześcieradło. A prześcieradło mi mąż kazał uszyć, bo się wścieka (i słusznie), że te wszystkie kupne na łóżko 180x200 to są o wymiarach 200x200, więc za Chiny nie starczą na całą długość, a i na szerokość są za małe żeby podłożyć pod materac i codziennie (a raczej conocnie) lądują nasze pupy na gołym materacu...
Więc mu tłumaczę, że ja mam wszystkie materiały do 160 cm szerokości i nie ma takiej siły, żebym uszyła prześcieradło, no chyba że będzie miało szew na środku, co będzie okropnie niewygodne. A on na to, że lepszy szew między nami, niż prześcieradło ściągnięte pod pupą... No i miał rację, bo szew owszem jest i akurat dość widoczny, bo materiał wzorzysty, a zużycie takie, że nie ma szans się bawić w dopasowywanie wzoru (na samo prześcieradło prawie 5 mb, a na poszwy po 4.5 mb...), ale płaściutki i w ogóle nie przeszkadza nawet Tymiorkowi, który ląduje co rano między nami. Wręcz przeciwnie, zachwycony jest wzorzystością i gada do tej pościeli cały czas. Tzn. jak akurat nie memle jej w buzi... ;)
Bardzo mi się podoba w ogóle efekt wzorzystego prześcieradła, no i dobra, już dobra, daję w końcu foty:
No czy nie wygląda to przytulnie i zachęcająco do snu?
Chyba zaraz tam już pójdę...
Dobranoc kochane :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pościel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pościel. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 kwietnia 2013
piątek, 8 lutego 2013
Tymisiowy kącik
Przymierzałam się i przymierzałam do uszycia literek mojemu młodszemu dziecięciu do powieszenia nad łóżeczkiem. W końcu postanowiłam się zainspirować literkami różnymi na all żeby wybrać jakąś czcionkę.
I zobaczyłam gotowe literki "Tymek" pomalowane w idealnie pasujących do mojego wyobrażenia kolorach za dobrą cenę (bo nie na zamówienie tylko gotowe - widocznie ktoś zwrócił czy co). No 30 zł to na pewno mniej niż kosztowałoby mnie czasu uszycie takowych ;) a już na pewno szyte przeze mnie i to po raz pierwszy w życiu nie byłyby takie ładne.
No i są:
A tak wyglądam w moim kąciku w sypialni rodziców en face ;)
A tak wyglądam z bliska na moim różowym przewijaku :)
A tak wyglądam z superbliska - wiem, moja mamusia jest strasznie nudna z tym pokazywaniem moich zdjęć, ale tłumaczy się że Wy wcale jej za to nie obsztorcowujecie... ;)))
No i żeby nie było że znowu post o niczym, to taką poszewkę mu uszyłam dwukolorową - wcale tak nie miało być, ale akurat mi takie kawałki pozostawały i pomyślałam że nawet będzie fajnie, jak dolna strona wywinie się na górną:
A łączenie przezygzakowałam w przypływie weny tfurczej ;)
I zobaczyłam gotowe literki "Tymek" pomalowane w idealnie pasujących do mojego wyobrażenia kolorach za dobrą cenę (bo nie na zamówienie tylko gotowe - widocznie ktoś zwrócił czy co). No 30 zł to na pewno mniej niż kosztowałoby mnie czasu uszycie takowych ;) a już na pewno szyte przeze mnie i to po raz pierwszy w życiu nie byłyby takie ładne.
No i są:
A tak wyglądam w moim kąciku w sypialni rodziców en face ;)
A tak wyglądam z bliska na moim różowym przewijaku :)
A tak wyglądam z superbliska - wiem, moja mamusia jest strasznie nudna z tym pokazywaniem moich zdjęć, ale tłumaczy się że Wy wcale jej za to nie obsztorcowujecie... ;)))
No i żeby nie było że znowu post o niczym, to taką poszewkę mu uszyłam dwukolorową - wcale tak nie miało być, ale akurat mi takie kawałki pozostawały i pomyślałam że nawet będzie fajnie, jak dolna strona wywinie się na górną:
A łączenie przezygzakowałam w przypływie weny tfurczej ;)
wtorek, 13 marca 2012
Recykling i genialne spostrzeżenia
Odcięli mi perfidnie internet, ale I'm back!
Nie to żeby jakiś stos prac czekał na pokazywanie... Ostatnio mam mało czasu, bo chodzę z Młodą 3x w tygodniu do przedszkola i całe dnie wyjęte prawie (a głównie spanie, czyli jedyny czas, kiedy można coś w spokoju porobić), a teraz z kolei choruje, więc trzecia noc z rzędu nieprzespana i sama już ledwo zipię - albo się znowu rozkładam, albo to z niewyspania...
Ale dość użalania się nad sobą. Oto co powstało z poszwy ikeowskiej, której już nie używaliśmy (bo kolorystyka sypialni się zmieniła), a za to jest fajna bo w wielkie i mniejsze grochy: poszewka dla Dzidzi, bo jej owszem takie kolorki pasują, a te poszewki co miała, to już dawno nabawiły się niespieralnych antybiotykowych i innych plam. Prosta rzecz, a cieszy (albo nadużywam tego sformułowania, albo wszystkie moje wytwory tak można podsumować ;)). Wlot najzwyklejszy i najwygodniejszy moim zdaniem:
I do tego kocyk do przedszkola z tej samej poszwy, podwójnie złożonej watoliny (zimno tam jest) i lamówki ze skosu z allegro - śliczna jest, ale wąska (18mm) jak na moje skromne progi. I tu przechodzimy do odkrywania oczywistości: prościej nie zawsze znaczy prościej naprawdę, a lepsze jest wrogiem dobrego (ale dziś frazesuję...). Stwierdziłam że po co szyć z dwóch stron, jak można przeprasować lamówkę po połowie i przyszyć od razu jednym szwem. Mniej roboty? Nic bardziej mylnego... Oczywiście połowa nie zawsze jest połową, i okazuje się że albo jechałam za blisko krawędzi i po drugiej stronie nie złapała się lamówka, albo za daleko i wtedy nie złapał się ani materiał z drugiej strony, ani watolina... Lista fakapów jest dłuższa od mojego wywieszonego jęzora jak skończyłam. Najbardziej spektakularne niepysznie 'prezentują' się poniżej, w końcu nie ma się czego wstydzić, nie? ;)))))
Ale za to wraz z tasiemkami dostałam takie śliczności sukieneczkowe, które czekają na powrót wiary w moje możliwości szwalnicze ;)
Ja do męża: ale powiedz, nie rzuca się tak strasznie w oczy ile tych fakapów, co?
Mąż: nie, zobacz wcale się nie rzuca, spokojnie leży...
ROZWIĄZANIE ZAGADKI z poprzedniego posta: niestety, nikt nie wygrał nagrody ;) bo to najzwyklejsza tasiemka bawełniana w wieku lat 20-30, po burzliwym spotkaniu z innymi mokrymi elementami podczas zwykłego programu w pralce :P Powiem jedno: stare koronki są o dziwo bardziej wytrzymałe niż stare tasiemki...
Nie to żeby jakiś stos prac czekał na pokazywanie... Ostatnio mam mało czasu, bo chodzę z Młodą 3x w tygodniu do przedszkola i całe dnie wyjęte prawie (a głównie spanie, czyli jedyny czas, kiedy można coś w spokoju porobić), a teraz z kolei choruje, więc trzecia noc z rzędu nieprzespana i sama już ledwo zipię - albo się znowu rozkładam, albo to z niewyspania...
Ale dość użalania się nad sobą. Oto co powstało z poszwy ikeowskiej, której już nie używaliśmy (bo kolorystyka sypialni się zmieniła), a za to jest fajna bo w wielkie i mniejsze grochy: poszewka dla Dzidzi, bo jej owszem takie kolorki pasują, a te poszewki co miała, to już dawno nabawiły się niespieralnych antybiotykowych i innych plam. Prosta rzecz, a cieszy (albo nadużywam tego sformułowania, albo wszystkie moje wytwory tak można podsumować ;)). Wlot najzwyklejszy i najwygodniejszy moim zdaniem:
I do tego kocyk do przedszkola z tej samej poszwy, podwójnie złożonej watoliny (zimno tam jest) i lamówki ze skosu z allegro - śliczna jest, ale wąska (18mm) jak na moje skromne progi. I tu przechodzimy do odkrywania oczywistości: prościej nie zawsze znaczy prościej naprawdę, a lepsze jest wrogiem dobrego (ale dziś frazesuję...). Stwierdziłam że po co szyć z dwóch stron, jak można przeprasować lamówkę po połowie i przyszyć od razu jednym szwem. Mniej roboty? Nic bardziej mylnego... Oczywiście połowa nie zawsze jest połową, i okazuje się że albo jechałam za blisko krawędzi i po drugiej stronie nie złapała się lamówka, albo za daleko i wtedy nie złapał się ani materiał z drugiej strony, ani watolina... Lista fakapów jest dłuższa od mojego wywieszonego jęzora jak skończyłam. Najbardziej spektakularne niepysznie 'prezentują' się poniżej, w końcu nie ma się czego wstydzić, nie? ;)))))
W ferworze prucia udało mi się też przekroić materiał 5mm przed krawędzią... Zazygzakowałam go i przykryłam 'metką' z podpisem, bo cóż było robić?
Ale za to wraz z tasiemkami dostałam takie śliczności sukieneczkowe, które czekają na powrót wiary w moje możliwości szwalnicze ;)
Ja do męża: ale powiedz, nie rzuca się tak strasznie w oczy ile tych fakapów, co?
Mąż: nie, zobacz wcale się nie rzuca, spokojnie leży...
ROZWIĄZANIE ZAGADKI z poprzedniego posta: niestety, nikt nie wygrał nagrody ;) bo to najzwyklejsza tasiemka bawełniana w wieku lat 20-30, po burzliwym spotkaniu z innymi mokrymi elementami podczas zwykłego programu w pralce :P Powiem jedno: stare koronki są o dziwo bardziej wytrzymałe niż stare tasiemki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)