Już dawno kupiłam Małej Kuchareczce stołeczek w Ikei o taki:
żeby mogła mi "pomagać" w kuchni i widzieć co mama robi. Oczywiście pasjonujące to jest i teraz pomaga w czym może, chyba że akurat ogląda Auta2/Nemo (w kółko tłucze te dwa filmy i cytatami rzuca, kinomaniaczka...) no i nie mogłam go wykończyć tak jak sobie umyśliłam, bo gdyby zniknął z pola widzenia na choćby chwilkę, urosłoby to do rangi katastrofy roku!
Dlatego kiedy Młoda się urlopowała w Bukowinie, stołeczek został stopniowo poprzemieniany, najpierw pobieliły mu się nóżki białą bejcą:
Potem dostał na stopnie bejcę w kolorze wenge:
A potem zostały pomaziane pastą starwax i wsio zostało zawoskowane:
Muszę przyznać że mi się bardzo ten efekt podoba, choć na razie się troszkę odcina swoją retro-stylistyką w nowoczesnej kuchni. Będziemy pracować nad jego uzasadnieniem :)
Oprócz tego pomalowałam sobie stare komunistyczne krzesło dostane od mamy, coby robiło za siedzisko pracowniane i dlatego w kolorach komody jest biało-szare. Na początku plan był taki, żeby zedrzeć lakier i pobejcować jak powyższy stołeczek, ale okazało się żaden dostępny w LM specyfik do usuwania starego lakieru sobie z gierkowskim nie radzi, a ja osobiście sobie ze szlifowaniem tych cholernych toczonych tralek radzę nie lepiej... Dlatego pomalowałam i tyle, pod tyłkiem funkcję spełnia :) Muszę tylko mu uszyć jakiś ładny pokrowiec na ten ikeowski poddupnik...