Wbrew pozorom to nie będzie post kulinarny, chociaż ostatnio nauczyłam się piec pyszną szarlotkę i jak chcecie to się podzielę przepisem :) Chociaż ja szarloty nie lubię, to za tą przepadam i pracy jest niewiele - szczególnie jak mąż jabłka obiera, bo aż tak ją lubi ;)))
Ale jak zwykle zbaczam z tematu - zboczona jakaś czy co?
Tematem dzisiejszego posta będzie oczywiście nikt inny tylko mój Tymiorek oraz jego przypadłość znana jako dziurawa buzia: a to mleczka za dużo, a to za mało i ślinka cieknie, a to nie wiadomo dlaczego jedno i drugie na raz. No załamać się można, jak ta mała Plujka się świni...
Normalne śliniaczki są albo dżersejowe i zaraz mokra jest bluzeczka pod nimi, albo jedzeniowe, czyli czysty plastik. A ja chciałam żeby były przyjemne w dotyku i nieprzemakalne, więc sobie musiałam sama uszyć. Między dwie warstwy bawełny włożyłam ikeowską grochową ceratkopodobną co z niej szyłam Nince krzesełko ponad rok temu (aaaaa rocznica bloga minęła, a ja się zagapiłam - mogę tylko zdradzić Wam w zaufaniu - a jakie miejsce jest lepsze do powierzania tajemnic niż internet - że candy jest w przygotowaniu :)), wykończyłam lamówką, poszłam żeby mi nabili napki i gotowe:
Przebijają niestety trochę te grochy ceratkowe przez jasne materiały, będę musiała się zaopatrzyć w jakąś białą ceratkę, bo Młody zapluwa te śliniaczki z prędkością światła, więc będę szyła więcej.
No i niestety na niewiele się zdają jak leży na brzuszku, a leżeć lubi, za to wtedy to już gejzer istny.. Myślę sobie że chyba mu uszyję taką torbę na wypluwanie, jaką mają konie na paszę u szyi ;)))
A Tymisiek w śliniaczkach rozmyśla:
Opowiada:
I się śmieje:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielony. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 marca 2013
poniedziałek, 17 września 2012
Organizer nr 1
W końcu zabrałam się za uszycie Córci organizera, co sobie go planowałam od dawna, a teraz w końcu mi się udało go obfocić... ;)
Uszyty jest z tkaniny Minna z Ikea, z której są też zasłony - tkanina jest gruba i nie wymaga dodatkowego usztywnienia. Na dole jest wlot na usztywniającą listewkę, ale w zasadzie to przy tej tkaninie jej nie potrzeba... Kieszenie uszyte są z bawełny z All i usztywnione flizeliną. Organizer wisi na wieszaku, który na początku chciałam jakoś obdekupażować kwiatuszkowo, ale nie mam pasujących serwetek, a zresztą myślę że za dużo tych grzybów w barszczu by było przy tych groszkowych kieszonkach. A udało mi się uzyskać pasujący do ścian groszkowy kolor (ale dużo tego groszku... :)), z tym że nieco intensywniejszy - tak jak chciałam. Ogólnie jestem zadowolona z siebie, jedyny minus to taki że... właściwie Ninka takiego organizera nie potrzebuje i mieszkają w nim różne przytulanki - bardziej ja chciałam spróbować "jak to się robi", niż żeby była taka potrzeba :)
Pusty wygląda tak:
W zbliżeniu: na górze jest pasek tkaniny zapinany na wieszaku na rzepy z tyłu, a kieszonki są doszyte tak, żeby się w nich dużo zmieściło:
A zasłony zostały "stuningowane" paskiem tej samej groszkowej tkaninki i wyglądają teraz znacznie słodziej (tylko że cóś mi się tu marszczy na zdjęciu nie wiedzieć czemu...):
W tytule posta jest "nr 1" bo planowany jest organizer na przewijaniowe akcesoria na łóżeczko Bezimiennego (potrzebuję więcej głosów za Leosiem!!! ;)) - na razie mam torbę na pieluszki i otulacz na łóżeczko, ale chcę pokazać już wszystko razem, a jak za długo szyję te same kolory to mi się nudzi i rzucam się na coś innego......
wtorek, 21 lutego 2012
Pierwsze biżutki
Jak jeszcze byłam zatrudniona ;) to sobie nakupiłam troszkę koralików i innych różności, bo strasznie mi się spodobało że mogę sobie zrobić coś ładnego i prostego za parę groszy :)
Oczywiście to są 'zwyklaki' jak je nazywacie, ale i tak się cieszę. Zaczęłam od klipsów, bo nie mam dziur w uszach (jakoś idea kaleczenia ciała żeby wyglądać ładniej nigdy do mnie nie przemawiała, aczkolwiek bigle jednak wyglądają ładniej, stwierdzam ze smutkiem, poza tym trudno dostać klipsy które a. nie będą się wyginały, b. nie będą spadać, c. nie będą zostawiać czerwonych bolących wgniotów na uszach po godzinie noszenia... więc nie wiem czy ostatecznie się nie zdecyduję, zresztą 50 bigli kosztuje tyle co jedna para niezłych klipsów ;)), a wkurza mnie to, że w klipsach jest 1000x mniejszy wybór...
Pierwsze z żółtego korala i czarnego howlitu:
Drugie z onyksu, turkusowej masy perłowej i takich fajnych blaszek miedzianych:
Do tych ostatnich robię naszyjnik, ale nie mam jeszcze żadnych gadżetów do zakańczania, a że sobie postanowiłam że w tym miesiącu już nic sobie nie kupię :( to musi poczekać... W nim oprócz onyksu howlit i turkus:
I jeszcze sobie zrobiłam malachitową bransoletkę na gumce - nie noszę prawie zielonego, ale malachit uwielbiam nawet chyba bardziej niż turkus... Plus kuleczki onyksowe:
Do tego sobie zrobiłam z bransoletki z "ścinków" malachitowych (której nie nosiłam, bo za cienka...) pierścionek naprędce i nawet fajnie to razem wygląda:
I jeszcze zrobiłam dla mamusi "pandorkową" bransoletkę - sama nie przepadałam, bo strasznie to się trendy zrobiło i szpanerskie wręcz, biorąc pod uwagę ile oryginalne modułki kosztują... A mojej mamie się podoba i ma jedną podróbkę sieciówkową, ale widać strasznie że to plastik, a tą jest zachwycona, co mi się bardzo podoba :D Mało charmsów, bo takie wisiadełka tandetą walą jak się nie umie ich ładnie zestawiać, a ja wiem czy umiem?
A teraz muszę przyznać, że i mnie się spodobało, bo takie to kolorowe i ciężkie, a ja lubię grube bransoletki i chyba sama sobie zrobię, bo fajnie się nosi i super się prezentuje do szarego swetra np.:
A że tych modułków trochę przyszło (nie cierpię zamawiania przez internet, bo wtedy człowiek ma wrażenie, że skoro już płaci się te parę(naście) złotych za przesyłkę, to warto od razu kupić to i to i to... a jak już jest przesyłka gratis powyżej iluśtam, to wydaje się 50 zł więcej żeby zaoszczędzić 8... Ehhh to takie kobiece, znacie to: facet kupi rzecz drogą dlatego że jest mu potrzebna, a kobieta kupi rzecz niepotrzebną tylko dlatego że była tania...), to sobie zrobiłam niebiesko-turkusową:
Oczywiście to są 'zwyklaki' jak je nazywacie, ale i tak się cieszę. Zaczęłam od klipsów, bo nie mam dziur w uszach (jakoś idea kaleczenia ciała żeby wyglądać ładniej nigdy do mnie nie przemawiała, aczkolwiek bigle jednak wyglądają ładniej, stwierdzam ze smutkiem, poza tym trudno dostać klipsy które a. nie będą się wyginały, b. nie będą spadać, c. nie będą zostawiać czerwonych bolących wgniotów na uszach po godzinie noszenia... więc nie wiem czy ostatecznie się nie zdecyduję, zresztą 50 bigli kosztuje tyle co jedna para niezłych klipsów ;)), a wkurza mnie to, że w klipsach jest 1000x mniejszy wybór...
Pierwsze z żółtego korala i czarnego howlitu:
Drugie z onyksu, turkusowej masy perłowej i takich fajnych blaszek miedzianych:
Do tych ostatnich robię naszyjnik, ale nie mam jeszcze żadnych gadżetów do zakańczania, a że sobie postanowiłam że w tym miesiącu już nic sobie nie kupię :( to musi poczekać... W nim oprócz onyksu howlit i turkus:
I jeszcze sobie zrobiłam malachitową bransoletkę na gumce - nie noszę prawie zielonego, ale malachit uwielbiam nawet chyba bardziej niż turkus... Plus kuleczki onyksowe:
Do tego sobie zrobiłam z bransoletki z "ścinków" malachitowych (której nie nosiłam, bo za cienka...) pierścionek naprędce i nawet fajnie to razem wygląda:
I jeszcze zrobiłam dla mamusi "pandorkową" bransoletkę - sama nie przepadałam, bo strasznie to się trendy zrobiło i szpanerskie wręcz, biorąc pod uwagę ile oryginalne modułki kosztują... A mojej mamie się podoba i ma jedną podróbkę sieciówkową, ale widać strasznie że to plastik, a tą jest zachwycona, co mi się bardzo podoba :D Mało charmsów, bo takie wisiadełka tandetą walą jak się nie umie ich ładnie zestawiać, a ja wiem czy umiem?
A teraz muszę przyznać, że i mnie się spodobało, bo takie to kolorowe i ciężkie, a ja lubię grube bransoletki i chyba sama sobie zrobię, bo fajnie się nosi i super się prezentuje do szarego swetra np.:
A że tych modułków trochę przyszło (nie cierpię zamawiania przez internet, bo wtedy człowiek ma wrażenie, że skoro już płaci się te parę(naście) złotych za przesyłkę, to warto od razu kupić to i to i to... a jak już jest przesyłka gratis powyżej iluśtam, to wydaje się 50 zł więcej żeby zaoszczędzić 8... Ehhh to takie kobiece, znacie to: facet kupi rzecz drogą dlatego że jest mu potrzebna, a kobieta kupi rzecz niepotrzebną tylko dlatego że była tania...), to sobie zrobiłam niebiesko-turkusową:
Subskrybuj:
Posty (Atom)