Już dawno kupiłam Małej Kuchareczce stołeczek w Ikei o taki:
żeby mogła mi "pomagać" w kuchni i widzieć co mama robi. Oczywiście pasjonujące to jest i teraz pomaga w czym może, chyba że akurat ogląda Auta2/Nemo (w kółko tłucze te dwa filmy i cytatami rzuca, kinomaniaczka...) no i nie mogłam go wykończyć tak jak sobie umyśliłam, bo gdyby zniknął z pola widzenia na choćby chwilkę, urosłoby to do rangi katastrofy roku!
Dlatego kiedy Młoda się urlopowała w Bukowinie, stołeczek został stopniowo poprzemieniany, najpierw pobieliły mu się nóżki białą bejcą:
Potem dostał na stopnie bejcę w kolorze wenge:
A potem zostały pomaziane pastą starwax i wsio zostało zawoskowane:
Muszę przyznać że mi się bardzo ten efekt podoba, choć na razie się troszkę odcina swoją retro-stylistyką w nowoczesnej kuchni. Będziemy pracować nad jego uzasadnieniem :)
Oprócz tego pomalowałam sobie stare komunistyczne krzesło dostane od mamy, coby robiło za siedzisko pracowniane i dlatego w kolorach komody jest biało-szare. Na początku plan był taki, żeby zedrzeć lakier i pobejcować jak powyższy stołeczek, ale okazało się żaden dostępny w LM specyfik do usuwania starego lakieru sobie z gierkowskim nie radzi, a ja osobiście sobie ze szlifowaniem tych cholernych toczonych tralek radzę nie lepiej... Dlatego pomalowałam i tyle, pod tyłkiem funkcję spełnia :) Muszę tylko mu uszyć jakiś ładny pokrowiec na ten ikeowski poddupnik...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 sierpnia 2012
sobota, 18 lutego 2012
Groszkowe siedzonka
Lniane groszki się rozkręcają :) Powstają z nich pokrowce na siedziska krzeseł w jadalni: póki co na nowe meble kasy brak, a ja już na nie nie mogę patrzeć, więc chociaż te pokrowce na wzór pokrowców ikeowskich sobie robię.
Na razie powstał pierwszy, ma jeszcze mnóstwo niedoróbek (za krótką 'falbankę', za krótkie patki z rzepami, krzywo poprzyszywane patki, za ciemna nitka wszystkie te krzywości niestety widać) i troszkę się namęczyłam, żeby wykobinować jak to zrobić (oczywiście prucie zaliczone, dwukrotne wywracanie wąskich patek bo a. nie obcięłam rogów, b. zszyłam prawą do lewej... co wcale nie było łatwe, bo to wąskie, sztywne od rzepa i już po serduszkach mam dość wywracania na prawą stronę - brzmi to jakbym poszyła tych serduszek nie wiadomo ile ;))) ale efekt i tak mnie zadowala, jeśli w kolejnych wprowadzę poprawki :D
Na ostatnim pokazane, że jest nie tylko ładnie też od lewej strony ;) ale jaką kulinarną historię prezentują teraz siedziska... ;)
Zajęło mi to w sumie nawet nie tak długo, jak już wiem co i jak to mam nadzieję się szybko z tym uporać - 3 more to go :) Tyle że fajnie jest coś szyć pierwszy raz, a za drugim i czwartym to już pewnie nudne... Tak więc żadnego timingu nie obiecuję :)
Na razie powstał pierwszy, ma jeszcze mnóstwo niedoróbek (za krótką 'falbankę', za krótkie patki z rzepami, krzywo poprzyszywane patki, za ciemna nitka wszystkie te krzywości niestety widać) i troszkę się namęczyłam, żeby wykobinować jak to zrobić (oczywiście prucie zaliczone, dwukrotne wywracanie wąskich patek bo a. nie obcięłam rogów, b. zszyłam prawą do lewej... co wcale nie było łatwe, bo to wąskie, sztywne od rzepa i już po serduszkach mam dość wywracania na prawą stronę - brzmi to jakbym poszyła tych serduszek nie wiadomo ile ;))) ale efekt i tak mnie zadowala, jeśli w kolejnych wprowadzę poprawki :D
Na ostatnim pokazane, że jest nie tylko ładnie też od lewej strony ;) ale jaką kulinarną historię prezentują teraz siedziska... ;)
Zajęło mi to w sumie nawet nie tak długo, jak już wiem co i jak to mam nadzieję się szybko z tym uporać - 3 more to go :) Tyle że fajnie jest coś szyć pierwszy raz, a za drugim i czwartym to już pewnie nudne... Tak więc żadnego timingu nie obiecuję :)
poniedziałek, 6 lutego 2012
Pierwsza komoda
Miałam taką starą komodę paskudną z brw w okleinie brązowej drewno-niby-podobnej. Chciałam ją sobie wstawić do gabinetu, ale mąż zaoporował że będzie straszyć zza drzwi nawet, co skłoniło mnie do wzięcia jej w obroty, bo przecież nic nie tracę nawet jak nie wyjdzie!
No więc postanowiłam że korpus będzie biały, a szuflady w dwóch kolorach jasnoszarym i grafitowym. Zaopatrzyłam się w białą farbę, pigment (co zabawne, jak poprosiłam w sklepie z farbami białą akrylową do drewna tikurilli, to pan zapytał: "a do tego czarny pigment pewnie?" Wszystkie laski malują na szaro najwyraźniej :)) pędzle, papier ścierny i nawet rękawiczki gumowe (ale wolałam się pobrudzić artystycznie), mąż pojechał na trzydniową integrację, więc w spokoju sobie dłubałam w garażu przez dwa wieczory. Ze trzy, góra trzyipół godziny mi to zajęło ;)
Gałki są najlepsze z możliwych wybranych w LM, nie byłam do nich przekonana, ale fajnie pasują. Na zbliżeniu widać mazy - na początku chciałam to szlifować, ale lenistwo wygrało i jeszcze dorobiłam do tego teorię że to teraz wygląda jakby to było pomalowane drewno :) Ale faktem jest, że komoda nabrała szlachetności, aczkolwiek już gorzej wyglądać nie mogła...
No więc postanowiłam że korpus będzie biały, a szuflady w dwóch kolorach jasnoszarym i grafitowym. Zaopatrzyłam się w białą farbę, pigment (co zabawne, jak poprosiłam w sklepie z farbami białą akrylową do drewna tikurilli, to pan zapytał: "a do tego czarny pigment pewnie?" Wszystkie laski malują na szaro najwyraźniej :)) pędzle, papier ścierny i nawet rękawiczki gumowe (ale wolałam się pobrudzić artystycznie), mąż pojechał na trzydniową integrację, więc w spokoju sobie dłubałam w garażu przez dwa wieczory. Ze trzy, góra trzyipół godziny mi to zajęło ;)
Gałki są najlepsze z możliwych wybranych w LM, nie byłam do nich przekonana, ale fajnie pasują. Na zbliżeniu widać mazy - na początku chciałam to szlifować, ale lenistwo wygrało i jeszcze dorobiłam do tego teorię że to teraz wygląda jakby to było pomalowane drewno :) Ale faktem jest, że komoda nabrała szlachetności, aczkolwiek już gorzej wyglądać nie mogła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)