Postanowiłam że zrobię koleżance na trzydziestkę naszyjnik. Zostaliśmy zaproszeni na imprezę w sobotę zaledwie w środę, więc oczywiście d.pa z tego że zamówiłam dostawę kurierem - i tak nie doszło wrrrrrr! i musiałam robić z tego co miałam. Marzył mi się naszyjnik z wielu nici lnianych z perełkami w odcieniach szarości (bo to taka szaromaniaczka, jak ja), ale musiałam docenić to co miałam zgromadzone wcześniej, czyli mnóstwo czarności i mnóstwo turkusów (onyksy, lawa, howlity, turkusy, muszelki paua, białe korale).
Oczywiście jak zwykle wydawało mi się zupełnie błędnie, że to nie będzie trudne. Splątałam się z 15 razy i pokleiłam sobie łapy i wszystko wokół... I w ogóle to powinno być więcej mniejszych koralików, ale miałam tylko to na stanie no i wyszło zupełnie inaczej niż chciałam i sobie wyobrażałam, ale uznałam że może być:
I do tego prościutkie kolczyki:
Zdjęcia na sobie też mam, tylko najpierw muszę się podretuszować ;)