Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocyk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 października 2013

Powiew lata

Zrobione dawno, ale że mam zaległości (potworne!), to wpuszczę trochę letniego ciepełka i pokażę Wam jakie kocyki poczyniłam dla swojego Tymiora i jego kumpla i koleżanki na lato: leciutkie i cieniuteńkie, w sam raz żeby okryć śpiące dziecko przed wiaterkiem, ale nie za bardzo nagrzać w gorący letni dzień (ehhhh kiedyż one wrócą.....)

Tymkowi B&W coby pasował do wózka rzecz jasna :) Z bawełny w czarne pasy i takiego fajnego batystu we wzorki co już go nie mam :( Prototyp bez żadnych ozdób, zszyty z dwóch warstw z ręcznie zaszytą dziurą i "złapaniem" warstw kilkoma ściegami w 5 miejscach - bez widocznego pikowania.


Tosi również w kolorystyce pasującej do wózka: z bawełny w łączkę w kolorach brązowo-zielonych, w białe groszki na beżu, a matrioszkowa aplikacja z groszków na różu:



I dla Filipa z tych samych czarnych pasów i bardzo mięciutkiej bawełny w czerwoną krateczkę - też w kolorach wózka, w dodatku strzelonych (zakładałam że na pewno mają spacerówkę albo czerwoną albo czarną i okazało się że trafiłam) z aplikacją z czarnej bawełny w kropeczki:



Tymcio nie bardzo chciał pozować z tym kocykiem:


Może nie wpadł na to, że F jest nie tylko jak Filip, ale jak FACECIK też ;)

PS A propos kropeczek i groszków, które jak widzicie stale się przewijają, mój śliczny synek najwyraźniej uznał że się mamusi JESZCZE bardziej spodoba jak sobie strzeli wysypkę i będzie cały w kropeczki:


wtorek, 31 lipca 2012

Narzutka i kocyk


Postanowiłam dziecięciu uszyć kapę na łóżeczko, jako że już ma normalne łóżeczko, a nie szczebelkowe od pewnego czasu. Nauczona doświadczeniem tym razem przyszyłam lamówkę jak P.B. przykazał, a nie tak jak na przedszkolnym kocyku z ikeowskiej poszewki...

I jestem z siebie megadumna, o:


Widziałam ten materiał już w kilku miejscach, więc może znacie, a jak nie znacie, to przyznaję się bez bicia: to żaden pracochłonny patchwork, tylko materiał taki drukowany w kwadraty różnokolorowe i różnopatternowe w tonacji różowo-beżowej, śliczny. I niedrogi (12zł), a ja taki zbiór kolekcjonowałabym chyba do Młodej zamążpójścia... :)

Jeszcze bardziej spodobała mi się wersja niebieska i po zastanowieniu doszłam do wniosku, że uszyję z niego kocyk dla przyjaciółki spodziewającej się wówczas synka (bo sama jeszcze nie byłam wtedy w ciąży), a raczej dla tego synka ;) Ale mam drugie tyle, to mojemu Dziedzicowi też uszyję! Pokazuję szczegóły, bo kocyk był uszyty przed narzutą i bardzo byłam dumna ze swojego oblamowania, którego się bałam okrutnie :)


Prezent już wywędrował (dlatego tez został tak solidnie obfocony), oczywiście nie obyło się bez uprzedniego wypróbowania przez etatową testerkę :) 

wtorek, 13 marca 2012

Recykling i genialne spostrzeżenia

Odcięli mi perfidnie internet, ale I'm back!


Nie to żeby jakiś stos prac czekał na pokazywanie... Ostatnio mam mało czasu, bo chodzę z Młodą 3x w tygodniu do przedszkola i całe dnie wyjęte prawie (a głównie spanie, czyli jedyny czas, kiedy można coś w spokoju porobić), a teraz z kolei choruje, więc trzecia noc z rzędu nieprzespana i sama już ledwo zipię - albo się znowu rozkładam, albo to z niewyspania...

Ale dość użalania się nad sobą. Oto co powstało z poszwy ikeowskiej, której już nie używaliśmy (bo kolorystyka sypialni się zmieniła), a za to jest fajna bo w wielkie i mniejsze grochy: poszewka dla Dzidzi, bo jej owszem takie kolorki pasują, a te poszewki co miała, to już dawno nabawiły się niespieralnych antybiotykowych i innych plam. Prosta rzecz, a cieszy (albo nadużywam tego sformułowania, albo wszystkie moje wytwory tak można podsumować ;)). Wlot najzwyklejszy i najwygodniejszy moim zdaniem:

 
 

I do tego kocyk do przedszkola z tej samej poszwy, podwójnie złożonej watoliny (zimno tam jest) i lamówki ze skosu z allegro - śliczna jest, ale wąska (18mm) jak na moje skromne progi. I tu przechodzimy do odkrywania oczywistości: prościej nie zawsze znaczy prościej naprawdę, a lepsze jest wrogiem dobrego (ale dziś frazesuję...). Stwierdziłam że po co szyć z dwóch stron, jak można przeprasować lamówkę po połowie i przyszyć od razu jednym szwem. Mniej roboty? Nic bardziej mylnego... Oczywiście połowa nie zawsze jest połową, i okazuje się że albo jechałam za blisko krawędzi i po drugiej stronie nie złapała się lamówka, albo za daleko i wtedy nie złapał się ani materiał z drugiej strony, ani watolina... Lista fakapów jest dłuższa od mojego wywieszonego jęzora jak skończyłam. Najbardziej spektakularne niepysznie 'prezentują' się poniżej, w końcu nie ma się czego wstydzić, nie? ;)))))

 
 
 

W ferworze prucia udało mi się też przekroić materiał 5mm przed krawędzią... Zazygzakowałam go i przykryłam 'metką' z podpisem, bo cóż było robić?

 
 

Ale za to wraz z tasiemkami dostałam takie śliczności sukieneczkowe, które czekają na powrót wiary w moje możliwości szwalnicze ;)


Ja do męża: ale powiedz, nie rzuca się tak strasznie w oczy ile tych fakapów, co?
Mąż: nie, zobacz wcale się nie rzuca, spokojnie leży...

ROZWIĄZANIE ZAGADKI  z poprzedniego posta: niestety, nikt nie wygrał nagrody ;) bo to najzwyklejsza tasiemka bawełniana w wieku lat 20-30, po burzliwym spotkaniu z innymi mokrymi elementami podczas zwykłego programu w pralce :P Powiem jedno: stare koronki są o dziwo bardziej wytrzymałe niż stare tasiemki...