wtorek, 13 marca 2012

Recykling i genialne spostrzeżenia

Odcięli mi perfidnie internet, ale I'm back!


Nie to żeby jakiś stos prac czekał na pokazywanie... Ostatnio mam mało czasu, bo chodzę z Młodą 3x w tygodniu do przedszkola i całe dnie wyjęte prawie (a głównie spanie, czyli jedyny czas, kiedy można coś w spokoju porobić), a teraz z kolei choruje, więc trzecia noc z rzędu nieprzespana i sama już ledwo zipię - albo się znowu rozkładam, albo to z niewyspania...

Ale dość użalania się nad sobą. Oto co powstało z poszwy ikeowskiej, której już nie używaliśmy (bo kolorystyka sypialni się zmieniła), a za to jest fajna bo w wielkie i mniejsze grochy: poszewka dla Dzidzi, bo jej owszem takie kolorki pasują, a te poszewki co miała, to już dawno nabawiły się niespieralnych antybiotykowych i innych plam. Prosta rzecz, a cieszy (albo nadużywam tego sformułowania, albo wszystkie moje wytwory tak można podsumować ;)). Wlot najzwyklejszy i najwygodniejszy moim zdaniem:

 
 

I do tego kocyk do przedszkola z tej samej poszwy, podwójnie złożonej watoliny (zimno tam jest) i lamówki ze skosu z allegro - śliczna jest, ale wąska (18mm) jak na moje skromne progi. I tu przechodzimy do odkrywania oczywistości: prościej nie zawsze znaczy prościej naprawdę, a lepsze jest wrogiem dobrego (ale dziś frazesuję...). Stwierdziłam że po co szyć z dwóch stron, jak można przeprasować lamówkę po połowie i przyszyć od razu jednym szwem. Mniej roboty? Nic bardziej mylnego... Oczywiście połowa nie zawsze jest połową, i okazuje się że albo jechałam za blisko krawędzi i po drugiej stronie nie złapała się lamówka, albo za daleko i wtedy nie złapał się ani materiał z drugiej strony, ani watolina... Lista fakapów jest dłuższa od mojego wywieszonego jęzora jak skończyłam. Najbardziej spektakularne niepysznie 'prezentują' się poniżej, w końcu nie ma się czego wstydzić, nie? ;)))))

 
 
 

W ferworze prucia udało mi się też przekroić materiał 5mm przed krawędzią... Zazygzakowałam go i przykryłam 'metką' z podpisem, bo cóż było robić?

 
 

Ale za to wraz z tasiemkami dostałam takie śliczności sukieneczkowe, które czekają na powrót wiary w moje możliwości szwalnicze ;)


Ja do męża: ale powiedz, nie rzuca się tak strasznie w oczy ile tych fakapów, co?
Mąż: nie, zobacz wcale się nie rzuca, spokojnie leży...

ROZWIĄZANIE ZAGADKI  z poprzedniego posta: niestety, nikt nie wygrał nagrody ;) bo to najzwyklejsza tasiemka bawełniana w wieku lat 20-30, po burzliwym spotkaniu z innymi mokrymi elementami podczas zwykłego programu w pralce :P Powiem jedno: stare koronki są o dziwo bardziej wytrzymałe niż stare tasiemki...

10 komentarzy:

artMamowanie pisze...

dobrze, że ten materiał został wykorzystany. szkoda, żeby leżał w szafie bezrobotny.
mnie też denerwuje, jak szew nie idzie po mojej myśli. a że dopiero zaczęłam szyć, to często idzie nie po mojej myśli ;/
więc jak przewiduje, że być może coś zjedzie z toru mojej koncepcji, wybieram szerszy szew, choćby zygzak. ryzyko mniejsze.
zdrówka!

Białe Grochy pisze...

A to pomysłowe z tym zygzakiem, można nawet twierdzić że to tak ozdobnie ;)

Justyna pisze...

Aż się boję jak moja Mania pójdzie do przedszkola...trzy lata siedzenia w domu robią swoje i nagle może się okazać że czasu w ogóle brak...Też lubię jak mogę wykorzystać coś zamiast wyrzucać...Tasiemki świetne!! Zdrówka życzę!!!

pandzioszka pisze...

ślicznie wyszła i mała napewno zadowolona

ystin pisze...

ale tam z maludą w przedszkolu razem? no to na pewno nie ułatwienie! jak już dziecię samo w w/w zostanie to jest dopiero luz!!! chata wolna, można robic co się chce bez ciągłego: mamasoczek, mamazobacz, mamamogę?
A pościel i kocyk jak dla mnie bomba! i rzeczywiscie się nie rzuca♥
całuski

Maryś pisze...

A szpileczkami sobie przypięłaś lamóweczkę?
I zygzakiem to jest rzeczywiście najlepszy i najpraktyczniejszy sposób obszycia, najbezpieczniejszy też i dodatkowo ozdobny ;)
Choć ta lamówka sama w sobie - sama słodycz! I jesteś wreszcie, bo ileż może Cię nie być, co?

Białe Grochy pisze...

Na razie chodzimy razem do przedszkola, żeby się Młoda przyzwyczaiła, a ona się coraz bardziej rozkręca, ostatnio pani uśpiła ją w 15 minut co jest rekordem wszech czasów! ;) No ale ja jej nie opowiadam wierszyków i rymowanek i piosenek nie śpiewam 15 minut, tylko raz i sobie potem sama zasypia wiertoląc się i gadając do siebie...

Jak już zostanie sama to będzie super, gorzej że na razie max tydzień wytrzymała nie chorując... A teraz i ja się zaraziłam (ciekawe czy da się nie zarazić, jak się te gluty z nosa wysysa tym wysysającym sprzętem tak w ogóle...) i ledwo zipię, nie mam siły stać w ogóle, nie mówiąc o szyciu czegokolwiek :(

Oczywiście że przypięłam, ale ja nie umiem dobrze przypinać ;)

sikorka w akcji pisze...

Piękny! Nic tylko się przytulić!!!

A tak poza tym, to sikorki śpiewają, że wyróżnienia rozdają - więc jeżeli masz ochotę, to zapraszam !!!

Leluta pisze...

Widzę, że mamy wiele wspólnego - zamiłowanie do szycia i kombinacji, nawet nasze córeczki mają tak samo na imię. Wpadłam na chwilę i zostaję. Zapraszam do siebie: http://leluta-mojemiejscenaziemi.blogspot.com/. Pozdrawiam. Magda

Maryś pisze...

Umiesz umiesz, to kwestia wprawy, wprawy i ćwiczenia :)))
I nie martw się dalej ŚMIAŁO - musi się "wychorować" bo się z nowymi bakteria styka, jak się uodporni - to będziesz miała LUZ i tyle czasu na wyszywanie, ze nas zasypiesz postami!