Zamówienia przyjmuję tylko od Córci, a ta zażyczyła sobie żółtej sukienki. Bo to jej ulubiony kolor. I to od kilku ładnych miesięcy, więc długo faktycznie :)
Myślę sobie: żółta? Taka blada? No ale blada nie jest - od razu wiedziałam z czego ją uszyję: z pięknej bawełny w odcieniu kaczego żółtego w połączeniu z żółtą drobniutką krateczką vichy oraz lamówką w żółte paski. Do tego (ponieważ kupiłam jej wcześniej śliczne granatowe lakierki w tesco) pasek granatowy w żółte kwiatuszki, który bardzo ożywia tę żółtość.
Sukienka megaprosta, szyta tak samo prawie jak ta w granatowe kropeczki, tyle tylko że marszczenie dołu jest nieregularne. Sama radość, godzinka maks na uszycie czegoś takiego - jak się nie ma biustu, to szycie jest takie proste! Czyli że coś za coś ;)
Nawet ładnie mi się tu wszył zamek (tzn. jak na moje niskie samostandardy):
A marszczenie takie totalnie nieuładzone:
W przeciwieństwie do starannie rozmierzonych kontrafałdek (tak to się nazywa?) w kropeczkowej elegantce:
Elegantka to może i jest, ale uprasować się zapomniała...
Tu aranżacja wraz z paskiem kwiatkowym i słodziutkimi sandałkami też z tesco - no bo tu mam najbliżej, a ubranka dla dzieci są całkiem niezłe, to czemu nie? ;)
Albo w wersji bardziej jesiennej:
I w końcu na żywym obiekcie (a żywy to on jest, jak widać - fruwa dookoła kolumny z kuzynką) widać wyraźnie, czego się Dorci nie chciało: dziergać patek na pasek i ów występuje nie tam gdzie być powinien:
W sumie więcej fotek, niż to warte dla takiej prostej sukienusi, ale to jest właśnie to, co lubię: mała rzecz, a cieszy, nie frustruje, nie wyczerpuje emocjonalnie i nie zabiera tony czasu...
Oczywiście obie tkaniny i lamówka pochodzą z mojego sklepu z tkaninami :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granatowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granatowy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
Chrzciny Tymiorka
Były już wprawdzie jakiś czas temu, ale aura taka sama cały czas, to się może nie zorientujecie w opóźnieniu tej relacji :)
Pogoda dopisywała od dawna, więc postanowiliśmy urządzić Tymkowe chrzciny w ogrodzie, tzn. na tym obszarze zachwaszczenia, który kiedyś (hopefully) ogrodem się stanie. Kamil spędził ze 3 dni na koszeniu chwaściorów ręczną kosiarką i zużył 1000m żyłki... Pożyczyliśmy stoły, namioty, wypożyczyliśmy zastawę, a ja uszyłam m.in. 17 metrów bieżących obrusa i 26 serwetek. Z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcie stołów przed najazdem gości, ale tu mniej więcej widać jak było:
Obrusy z mojego sklepowego materiału bawełna błękitna kratka i serwetki z bawełny niebieska łączka, które miały spiąć zieloność namiotów.
Wyszło ładnie i swobodnie, atmosfera mimo zjazdu dwóch rodzin nie mających wiele wspólnego była bardzo przyjemna i myślę że w restauracji nie byłoby tak miło.
Ale z czego jestem najbardziej dumna, to ubranko do chrztu Tymiora, które samodzielnie byłam skroiłam i uszyłam! :) Bez żadnego wykroju (jakoś w Burdzie tylko garniturki do komunii mogłam chłopięce znaleźć, czyli letko za duże...), pierwszy raz w życiu szyłam marynarkę, kołnierzyk, wszywałam też rękaw po raz pierwszy, w zasadzie spodnie też pierwszy raz szyłam, ale to akurat prościzna (chociaż nawet tu się pomyliłam, mimo że na spodnie akurat wykrój miałam :))). Szyłam na bazie jego T-shirta (wymiary) i marynarki męża (rozkminiałam na niej, jak są w ogóle kołnierzyk i klapy marynarki uszyte).
Wybrałam moją bawełnę w drobniutkie granatowe paseczki, ale wyszło nazbyt poważnie, więc doszyłam kieszonkę z czerwoną chusteczką, a ponieważ nie mogłam znaleźć ładnych czerwonych guziczków, to po prostu zwykłe na nóżce oblekłam tą samą czerwoną bawełną:
Widział ktoś kiedyś spodnie w kant na gumce? :)))
I tak się prezentował mój mały chrześcijanin:
Taką minę naburmuszoną jak na ostatnim zdjęciu miał na wszystkich zdjęciach grupowych w różnych konfiguracjach (rodzice, chrześni, dziadkowie i permutacje)... Ale za to polewanie głowy skwitował tylko krótkim: "hm" :)
Pogoda dopisywała od dawna, więc postanowiliśmy urządzić Tymkowe chrzciny w ogrodzie, tzn. na tym obszarze zachwaszczenia, który kiedyś (hopefully) ogrodem się stanie. Kamil spędził ze 3 dni na koszeniu chwaściorów ręczną kosiarką i zużył 1000m żyłki... Pożyczyliśmy stoły, namioty, wypożyczyliśmy zastawę, a ja uszyłam m.in. 17 metrów bieżących obrusa i 26 serwetek. Z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcie stołów przed najazdem gości, ale tu mniej więcej widać jak było:
Obrusy z mojego sklepowego materiału bawełna błękitna kratka i serwetki z bawełny niebieska łączka, które miały spiąć zieloność namiotów.
Wyszło ładnie i swobodnie, atmosfera mimo zjazdu dwóch rodzin nie mających wiele wspólnego była bardzo przyjemna i myślę że w restauracji nie byłoby tak miło.
Ale z czego jestem najbardziej dumna, to ubranko do chrztu Tymiora, które samodzielnie byłam skroiłam i uszyłam! :) Bez żadnego wykroju (jakoś w Burdzie tylko garniturki do komunii mogłam chłopięce znaleźć, czyli letko za duże...), pierwszy raz w życiu szyłam marynarkę, kołnierzyk, wszywałam też rękaw po raz pierwszy, w zasadzie spodnie też pierwszy raz szyłam, ale to akurat prościzna (chociaż nawet tu się pomyliłam, mimo że na spodnie akurat wykrój miałam :))). Szyłam na bazie jego T-shirta (wymiary) i marynarki męża (rozkminiałam na niej, jak są w ogóle kołnierzyk i klapy marynarki uszyte).
Wybrałam moją bawełnę w drobniutkie granatowe paseczki, ale wyszło nazbyt poważnie, więc doszyłam kieszonkę z czerwoną chusteczką, a ponieważ nie mogłam znaleźć ładnych czerwonych guziczków, to po prostu zwykłe na nóżce oblekłam tą samą czerwoną bawełną:
Widział ktoś kiedyś spodnie w kant na gumce? :)))
I tak się prezentował mój mały chrześcijanin:
Taką minę naburmuszoną jak na ostatnim zdjęciu miał na wszystkich zdjęciach grupowych w różnych konfiguracjach (rodzice, chrześni, dziadkowie i permutacje)... Ale za to polewanie głowy skwitował tylko krótkim: "hm" :)
czwartek, 30 maja 2013
Kiecka dla małej i dużej
Echhhh no wiem, dawno strasznie nic nie pisałam. I to wcale dlatego że nic nie robię, tylko dlatego że robię za dużo i czasu brak!
Za to od razu się pochwalę największym ze swoich ostatnich dzieł, czyli sukienią dopasowaną dla mnie i dla Córuś na majowe uroczystości komunijno-chrzcielne, w jakich miałyśmy zaszczyt uczestniczyć:
Sukienia dla Ninki: pikuś - zrobiłam sobie formę na bazie starej sukieneczki z tesco w róże, którą bardzo lubię, obniżając tylko karczek żeby była doroślejsza i powiększając tu i ówdzie, bo tamta już troszkie ciasna jest. Dodałam też kokardę, żeby pasowała do mnie. I lamówką granatową wykończyłam naszywając ją też na spódniczce dla równowagi. Z tyłu zapinana na suwak, bo Ninex guzików nie toleruje, a ja doń cierpliwości nie mam :)
Za to z moją sukienią męczyłam się okrutnie. To wykrój z Burdy, który jak tylko zobaczyłam na focie, to od razu wiedziałam że taką suknię sobie kiedyś uszyję, ale wcale nie było łatwo i to nie tylko dlatego, że musiałam połączyć górę nr 44 z dołem nr 42, ani nawet nie dlatego, że mam 182 a nie 168 cm wzrostu, tylko dlatego że cycki mam nieforemne ;) A w każdym razie nie modelowe (że nie modelkowe, to się akurat cieszę :))) Jedna zakładeczka to jest troszkę mało żeby się ładnie układało i trzeba ją nieźle wyokrąglić, a przy tym fakt że dekolt jest kopertowy i składa się z dwóch części bardzo sprawę utrudnia, bo za każdym razem jak się mierzy i na nowo zawija, to się układa inaczej i już kompletnie nie wiadomo jak ma być... Gdyby nie moja mama i fakt że mieszka blisko i mogła w sobotę przychodzić trzykrotnie mi spinać i wspierać koncepcyjnie, to bym w niedzielę musiała symulować rotawirusa i nie pójść na komunię chrześnicy... ;)
Ale wszystko się udało, cała rodzina pod wrażeniem i o to chodzi. Refleksja przyszła jednakowoż poniewczasie, że jak przestanę karmić, to znowu sukienia nie będzie pasowała w biuście... Ehhhh....
W rolach głównych wystąpiły: bawełna granatowa w białe kropeczki i biała w granatowe kropeczki wraz z lamówkami z mojego rzecz jasna sklepu :)
Poza tym już dość dawno dostałam też wyróżnienie Liebster Blog od Justynki - bardzo dziękuję. Odpowiem na pytania, ale wyróżnienia nie będę przekazywała, bo już to robiłam :)
Za to od razu się pochwalę największym ze swoich ostatnich dzieł, czyli sukienią dopasowaną dla mnie i dla Córuś na majowe uroczystości komunijno-chrzcielne, w jakich miałyśmy zaszczyt uczestniczyć:
Sukienia dla Ninki: pikuś - zrobiłam sobie formę na bazie starej sukieneczki z tesco w róże, którą bardzo lubię, obniżając tylko karczek żeby była doroślejsza i powiększając tu i ówdzie, bo tamta już troszkie ciasna jest. Dodałam też kokardę, żeby pasowała do mnie. I lamówką granatową wykończyłam naszywając ją też na spódniczce dla równowagi. Z tyłu zapinana na suwak, bo Ninex guzików nie toleruje, a ja doń cierpliwości nie mam :)
Za to z moją sukienią męczyłam się okrutnie. To wykrój z Burdy, który jak tylko zobaczyłam na focie, to od razu wiedziałam że taką suknię sobie kiedyś uszyję, ale wcale nie było łatwo i to nie tylko dlatego, że musiałam połączyć górę nr 44 z dołem nr 42, ani nawet nie dlatego, że mam 182 a nie 168 cm wzrostu, tylko dlatego że cycki mam nieforemne ;) A w każdym razie nie modelowe (że nie modelkowe, to się akurat cieszę :))) Jedna zakładeczka to jest troszkę mało żeby się ładnie układało i trzeba ją nieźle wyokrąglić, a przy tym fakt że dekolt jest kopertowy i składa się z dwóch części bardzo sprawę utrudnia, bo za każdym razem jak się mierzy i na nowo zawija, to się układa inaczej i już kompletnie nie wiadomo jak ma być... Gdyby nie moja mama i fakt że mieszka blisko i mogła w sobotę przychodzić trzykrotnie mi spinać i wspierać koncepcyjnie, to bym w niedzielę musiała symulować rotawirusa i nie pójść na komunię chrześnicy... ;)
Ale wszystko się udało, cała rodzina pod wrażeniem i o to chodzi. Refleksja przyszła jednakowoż poniewczasie, że jak przestanę karmić, to znowu sukienia nie będzie pasowała w biuście... Ehhhh....
W rolach głównych wystąpiły: bawełna granatowa w białe kropeczki i biała w granatowe kropeczki wraz z lamówkami z mojego rzecz jasna sklepu :)
Poza tym już dość dawno dostałam też wyróżnienie Liebster Blog od Justynki - bardzo dziękuję. Odpowiem na pytania, ale wyróżnienia nie będę przekazywała, bo już to robiłam :)
- Materiał gładki, w paski czy w kwiatki? W kropeczki rzecz jasna :) A jak nie to w paski.
- Szpilki, trampki czy koturny? Trampki ostatnio, choć mimo wysokiego wzrostu kupiłam sobie ostatnio ładne bucięta na koturnie na lato i zamierzam w nich chodzić. Tyle tylko że pogoda póki co nie zamierza mnie w tym wspierać...
- Ulubiona postać z kreskówki? Kaczor Donald bezapelacyjnie, ale tylko w oryginalnej wersji - z polskim kompletnie niezrozumiałym i debilnym dubbingiem spoooooro stracił :( A teraz w ogóle ta cała myszka miki na disney junior, co moja mała ogląda to porażka jakaś: piszczy ta mysza jak kastrat, zachowuje się jak kretyn i zero naturalizmu, tylko taka ewidentnie komputerowa jest, no dramat po prostu :(((
- Haft, szydełko czy koronka? Zdecydowanie koronka.
- W czym najchętniej pijesz kawę/herbatę? W kubku. Czerwonym w białe grochy rzecz jasna :)
- W jakiej pozycji śpisz? Horyzontalnej :)
- Pierwsza rzecz, którą uszyłaś? Konik na biegunach, a w poprzednim życiu (czyli jako dziewczątko z igłą ręczną) poduszkę na szpilki na zpt :)
- Zegarek czy bransoletka? Bransa i tylko bransa - szczęśliwi czasu nie liczą, a ja odkąd mnie wykopsali z pracy nie noszę zegarka i mi z tym dobrze :)
- Ulubiona zabawa z dzieciństwa? Podchody :) I inteligencja.
- Gdybyś wygrała w totka to...? Kupiłabym sobie letni dom w Hiszpanii i latała samolotami w te i wewte. Bez sensu. Kupiłabym sobie domek w górach i jeździła w te i wewte do warszawy. Też bez sensu. Część oddała jakimś potrzebującym najlepiej dzieciom i kontynuowała produkcję własnych. Ale to i tak zrobię :) Po co mi totek? :)))))))
- Wanna czy prysznic? Prysznic! Woda wtedy nie stygnie :)
Buziaczki i nie będę obiecywać że będę pisała częściej, ale za to mogę obiecać, że się będę starała :)
piątek, 15 marca 2013
Ślinka cieknie...
Wbrew pozorom to nie będzie post kulinarny, chociaż ostatnio nauczyłam się piec pyszną szarlotkę i jak chcecie to się podzielę przepisem :) Chociaż ja szarloty nie lubię, to za tą przepadam i pracy jest niewiele - szczególnie jak mąż jabłka obiera, bo aż tak ją lubi ;)))
Ale jak zwykle zbaczam z tematu - zboczona jakaś czy co?
Tematem dzisiejszego posta będzie oczywiście nikt inny tylko mój Tymiorek oraz jego przypadłość znana jako dziurawa buzia: a to mleczka za dużo, a to za mało i ślinka cieknie, a to nie wiadomo dlaczego jedno i drugie na raz. No załamać się można, jak ta mała Plujka się świni...
Normalne śliniaczki są albo dżersejowe i zaraz mokra jest bluzeczka pod nimi, albo jedzeniowe, czyli czysty plastik. A ja chciałam żeby były przyjemne w dotyku i nieprzemakalne, więc sobie musiałam sama uszyć. Między dwie warstwy bawełny włożyłam ikeowską grochową ceratkopodobną co z niej szyłam Nince krzesełko ponad rok temu (aaaaa rocznica bloga minęła, a ja się zagapiłam - mogę tylko zdradzić Wam w zaufaniu - a jakie miejsce jest lepsze do powierzania tajemnic niż internet - że candy jest w przygotowaniu :)), wykończyłam lamówką, poszłam żeby mi nabili napki i gotowe:
Przebijają niestety trochę te grochy ceratkowe przez jasne materiały, będę musiała się zaopatrzyć w jakąś białą ceratkę, bo Młody zapluwa te śliniaczki z prędkością światła, więc będę szyła więcej.
No i niestety na niewiele się zdają jak leży na brzuszku, a leżeć lubi, za to wtedy to już gejzer istny.. Myślę sobie że chyba mu uszyję taką torbę na wypluwanie, jaką mają konie na paszę u szyi ;)))
A Tymisiek w śliniaczkach rozmyśla:
Opowiada:
I się śmieje:
Ale jak zwykle zbaczam z tematu - zboczona jakaś czy co?
Tematem dzisiejszego posta będzie oczywiście nikt inny tylko mój Tymiorek oraz jego przypadłość znana jako dziurawa buzia: a to mleczka za dużo, a to za mało i ślinka cieknie, a to nie wiadomo dlaczego jedno i drugie na raz. No załamać się można, jak ta mała Plujka się świni...
Normalne śliniaczki są albo dżersejowe i zaraz mokra jest bluzeczka pod nimi, albo jedzeniowe, czyli czysty plastik. A ja chciałam żeby były przyjemne w dotyku i nieprzemakalne, więc sobie musiałam sama uszyć. Między dwie warstwy bawełny włożyłam ikeowską grochową ceratkopodobną co z niej szyłam Nince krzesełko ponad rok temu (aaaaa rocznica bloga minęła, a ja się zagapiłam - mogę tylko zdradzić Wam w zaufaniu - a jakie miejsce jest lepsze do powierzania tajemnic niż internet - że candy jest w przygotowaniu :)), wykończyłam lamówką, poszłam żeby mi nabili napki i gotowe:
Przebijają niestety trochę te grochy ceratkowe przez jasne materiały, będę musiała się zaopatrzyć w jakąś białą ceratkę, bo Młody zapluwa te śliniaczki z prędkością światła, więc będę szyła więcej.
No i niestety na niewiele się zdają jak leży na brzuszku, a leżeć lubi, za to wtedy to już gejzer istny.. Myślę sobie że chyba mu uszyję taką torbę na wypluwanie, jaką mają konie na paszę u szyi ;)))
A Tymisiek w śliniaczkach rozmyśla:
Opowiada:
I się śmieje:
czwartek, 18 października 2012
Sukienusia dla przypomnienia lata
Dawno uszyta - w końcu obfocona: sukienusia letnia dla Ninki. Jak widać nie tylko letnia, bo z golfikiem i grubymi rajstopami zdała egzamin jeszcze teraz, a wygląda w niej słodko, no powiedzcie same:
Miało być z zapasami, żeby mogła długo ją nosić (podłożenie i szwy boczne), ale nie tak, żeby była cały czas za duża (już jedną kieckę z Burdy na wyrost jej uszyłam i wygląda w niej paskudnie jak w worku po prostu...), a że Dziecię ucieka z dzikim wrzaskiem przed centymetrem (bawić się nim to tak, ale jak trzeba zmierzyć obwód klatki, to jest tak, jakbym ją prądem raziła - nie wiem o co chodzi, jakiś zły sen miała w którym centymetr zmieniał się w boa dusiciela czy co???), to robiłam na oko i na bazie innych sukienek, ergo jest megadopasowana w korpusie ;) i dość króciutka, ale przez to urocza. A za rok się popuści szwy ;)
W wersji z białym bardziej mi się podoba, tu na zdjęciu przed przeróbką ramiączek, które za bardzo pod pachami były no i fota z komórki, a modelka gapi się w tv, więc widać słabo...
Dziewczynki dzieciate - korzystałyście z rożków/becików? Bo ja przy Nince nie miałam, ale teraz uznałam że to się tak łatwo szyje, że może Młodemu uszyję? Tym bardziej że jesienny będzie, to na spacery do wózka się może przydać, ale nie wiem sama... Bo generalnie idea krępowania ruchów dla uspokojenia kompletnie do mnie nie przemawia, więc to tylko ocieplenie takie byłoby, a niby można zwykły kocyk uszyć...
Miało być z zapasami, żeby mogła długo ją nosić (podłożenie i szwy boczne), ale nie tak, żeby była cały czas za duża (już jedną kieckę z Burdy na wyrost jej uszyłam i wygląda w niej paskudnie jak w worku po prostu...), a że Dziecię ucieka z dzikim wrzaskiem przed centymetrem (bawić się nim to tak, ale jak trzeba zmierzyć obwód klatki, to jest tak, jakbym ją prądem raziła - nie wiem o co chodzi, jakiś zły sen miała w którym centymetr zmieniał się w boa dusiciela czy co???), to robiłam na oko i na bazie innych sukienek, ergo jest megadopasowana w korpusie ;) i dość króciutka, ale przez to urocza. A za rok się popuści szwy ;)
W wersji z białym bardziej mi się podoba, tu na zdjęciu przed przeróbką ramiączek, które za bardzo pod pachami były no i fota z komórki, a modelka gapi się w tv, więc widać słabo...
Dziewczynki dzieciate - korzystałyście z rożków/becików? Bo ja przy Nince nie miałam, ale teraz uznałam że to się tak łatwo szyje, że może Młodemu uszyję? Tym bardziej że jesienny będzie, to na spacery do wózka się może przydać, ale nie wiem sama... Bo generalnie idea krępowania ruchów dla uspokojenia kompletnie do mnie nie przemawia, więc to tylko ocieplenie takie byłoby, a niby można zwykły kocyk uszyć...
Subskrybuj:
Posty (Atom)