wtorek, 6 sierpnia 2013

Chrzciny Tymiorka

Były już wprawdzie jakiś czas temu, ale aura taka sama cały czas, to się może nie zorientujecie w opóźnieniu tej relacji :)


Pogoda dopisywała od dawna, więc postanowiliśmy urządzić Tymkowe chrzciny w ogrodzie, tzn. na tym obszarze zachwaszczenia, który kiedyś (hopefully) ogrodem się stanie. Kamil spędził ze 3 dni na koszeniu chwaściorów ręczną kosiarką i zużył 1000m żyłki... Pożyczyliśmy stoły, namioty, wypożyczyliśmy zastawę, a ja uszyłam m.in. 17 metrów bieżących obrusa i 26 serwetek. Z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcie stołów przed najazdem gości, ale tu mniej więcej widać jak było:


Obrusy z mojego sklepowego materiału bawełna błękitna kratka i serwetki z bawełny niebieska łączka, które miały spiąć zieloność namiotów.


Wyszło ładnie i swobodnie, atmosfera mimo zjazdu dwóch rodzin nie mających wiele wspólnego była bardzo przyjemna i myślę że w restauracji nie byłoby tak miło.

Ale z czego jestem najbardziej dumna, to ubranko do chrztu Tymiora, które samodzielnie byłam skroiłam i uszyłam! :) Bez żadnego wykroju (jakoś w Burdzie tylko garniturki do komunii mogłam chłopięce znaleźć, czyli letko za duże...), pierwszy raz w życiu szyłam marynarkę, kołnierzyk, wszywałam też rękaw po raz pierwszy, w zasadzie spodnie też pierwszy raz szyłam, ale to akurat prościzna (chociaż nawet tu się pomyliłam, mimo że na spodnie akurat wykrój miałam :))). Szyłam na bazie jego T-shirta (wymiary) i marynarki męża (rozkminiałam na niej, jak są w ogóle kołnierzyk i klapy marynarki uszyte).

Wybrałam moją bawełnę w drobniutkie granatowe paseczki, ale wyszło nazbyt poważnie, więc doszyłam kieszonkę z czerwoną chusteczką, a ponieważ nie mogłam znaleźć ładnych czerwonych guziczków, to po prostu zwykłe na nóżce oblekłam tą samą czerwoną bawełną:


Widział ktoś kiedyś spodnie w kant na gumce? :)))

I tak się prezentował mój mały chrześcijanin:


Taką minę naburmuszoną jak na ostatnim zdjęciu miał na wszystkich zdjęciach grupowych w różnych konfiguracjach (rodzice, chrześni, dziadkowie i permutacje)... Ale za to polewanie głowy skwitował tylko krótkim: "hm" :)

11 komentarzy:

GochaMi pisze...

Łał! Koleś elegancki był niezwykle! To się mama wykazała, tylko podziwiać:D Spodnie na kant i na gumce też były przerabiane na chrzest syna, babcia wykazała się takim sprytem;D

Kasia ZS pisze...

Zdolniacha z Ciebie :) Śliczny garniturek, a dżentelmen uroczy

Aneczka pisze...

Uroczy chrześcijanin :) A ubranko pierwsza klasa!!!

mniej słów pisze...

naprawdę padłam na kolana z wrażenia! A w LIDLu właśnie będzie od poniedziałku maszyna do szycia i to chyba znak, żeby ją kupić, bo zazdroszczę Ci tych wszystkich cudnych rzeczy od tak dawna :)

Białe Grochy pisze...

Kupuj, kupuj, to strasznie satysfakcjonujące, jak coś się uda! A namiar na niedrogi sklepik z tkaninami już masz :)))

Mamade pisze...

Garnitur wyszedł obłędnie:)) Ale na takiego przystojniaka musiało być coś wyjątkowego:))

cytrynna pisze...

Bardzo mi się podoba strój. Ja tez chciałam synka ubrać do chrztu własnoręcznie i miałam aksamit po temu, ale nie wyrobiłam z barszczem, który nie wyszedł i pierogami i sernikiem i co tam jeszcze sobie wymyśliłam i poszedł ubrany 'codziennie'. Nie strój jest najważniejszy, ale jednak szkoda.

A te stoły jakie piękne!

Ania pisze...

cudo ten strój :) a obrus wyglądał wspaniale ;) pozdrawiam

Aguska31 pisze...

Przesliczny ciuszek dla synka uszylas :) Maly elegancik :) Super zdjecia :) Pozdrawiam :)

barabella pisze...

ale elegancik :)

Edyta pisze...

Tymonkowy strój rewelacyjny ale ta jego mina po prostu bezcenna :)))