sobota, 28 lipca 2012

Już się tłumaczę...

Witam, choć pewnie już nikt tu nie zajrzy po takiej długiej nieobecności :(((

Więc było tak: jak wiecie wywalili mnie z pracy po poronieniu, przy czym na odchodnym szef mi mówił że musiał, że redukcja, że on by nigdy i że żałuje i ceni, a jak mi się uda zajść w ciążę na wypowiedzeniu to oczywiście wracam automatycznie. No pewnie, wiadomo, nie?

I udało się... :D Niestety, szef okazał się asem dwulicowości i makiawelicznym podstępem podsunięto mi porozumienie stron, a nie normalne wypowiedzenie. Co to ma za znaczenie, zapytacie? A no ja też nie wiedziałam i ta niewiedza kosztowała mnie mnóóóóstwo kasy... Bo okazuje się, że prawo pracy chroni tylko w przypadku wypowiedzenia, a trzymiesięczny okres do końca umowy, jaki miałam zapisany w porozumieniu stron wypowiedzeniem nie jest, w związku z czym jeśli podpisałam je w styczniu z terminem zakończenia umowy w kwietniu, to tak naprawdę stosunek pracy zakończył się w styczniu i jak zaraz w lutym zaszłam w ciążę to bujaj się fela generalnie...

Oczywiście mądre dziewczyny ściemniają ginekologom i podają inną datę ostatniej miesiączki, z której wynika że w momencie podpisania porozumienia stron były już w ciąży, tylko o tym nie wiedziały, ale mądra Dorotka oczywiście uznała, że skoro nawet odchodząc na własne życzenie w czasie wypowiedzenia znajdzie się w stanie błogosławionym, można wrócić do starej pracy, coby nie iść z bębnem do nowej. Więc nie przeszło tej tępotce przez pusty łeb że może porozumienie stron to się inaczej je... I nie naściemniała!!!

Skutkiem czego w Wielki Piątek otrzymała pismo od firmy że s...dalaj i idź na garnuszek ZUSu. A ZUS: taaaaak, będziemy pani płacić do porodu (jaki macierzyński?!?) tyle co pani zarabiała, no chyba że pani zarabiała dużo. A ile to jest dużo? No powyżej średniej krajowej czyli 2 tys netto z haczykiem widzialnym tylko pod mikroskopem...

No wyobrażacie sobie wolnorynkowego ubezpieczyciela który tak działa??? Że przychodzisz po odszkodowanie bo mąż odwalił kitę i nieważne że zawsze płacił megaskładkę, bo i tak dostaniesz tyle samo co każdy inny płacący 4x czy 8x mniej???

Więc tak: najpierw popadłam w złość, potem w depresję, potem w trzymiesięczne przeziębienie szczytujące zapaleniem zatok, z którego nie mogłam nijak się wygrzebać, a to wszystko przetykane jeszcze mdłościami całodziennymi... A potem jak się skończył kwiecień i musiałam oddać służbowego laptopa, to mój prywatny uznał, że to będzie bardzo śmieszne i mi poprawi humor, jak postanowi dokonać żywota... Trupa udało się na szczęście nawet dobrze sprzedać na części, ale nowego (tzn. używanego) szukaliśmy długo i zaliczyliśmy nawet jeden zwrot, tak więc jak już się przestałam nad sobą użalać, wyzdrowiałam i pożegnałam mdłości wraz z pierwszym trymestrem, to nie miałam dostępu do netu specjalnie, bo mąż swojego laptopa strzeże pilnie i wszędzie ze sobą nosi...

Ale teraz, właśnie wczoraj, dostałam w końcu moje nowe cudeńko i mogę pisać i pokazywać!!! Tzn. prawie, bo mi coś się pierniczy z czytnikiem kart, a kilka fotek owszem czeka :)

Tzn. nie napalajcie się tak (Wy, co tu Was wcale nie ma przecież... ;)), bo dopiero od niedawna czuję się na tyle dobrze, że w ogóle mam siłę na pedał maszynowy nadepnąć, więc Was lawiną moich dzieł nie zaleję, ale dziś Młoda pojechała na tydzień na wakacje z dziadkami, więc będzie bal!!! I duuuużo szycia :D


A będę miała synka dla odmiany! Trochę się boję, bo nie wiem jak to się obsługuje... ;)

8 komentarzy:

Justyna pisze...

Witaj...Twoje niebycie w blogowym świecie jest absolutnie usprawiedliwione...ale co tu usprawiedliwiać skoro trafiłas na szefa z którego kawa s...syna. Bardzo Ci współczuję, wiem co to znaczy,byłam w podobnej sytuacji,tyle, że ja miałam powiedzmy wszytskie świadczenia łącznie z macierzyńskim wypłacone...
Gratuluję przede wszytskim, w sumie od tego powinnam zacząć, maleńkiego człowieczka co pod serduchem nosisz...a obsługi sie naumiesz na nowo;)))
Pozdrawiam cieplutko

Maryś pisze...

To ja zacznę od tego najciekawszego :)
A może dla Ciebie przygotowałam poprzedni POST, ten o szczęściu... Hmmm
Więc synka obsługuje się miłością ;)
To bardzo silny związek jest i uroczy, bo rzeczywiście czasami ma się wrażenie jakby KOSMITA ;)
I... Jesteśmy jak widzisz JUŻ DWIE ;)
Dasz radę? Jak nie dasz, pisz! Wsparcie zawsze ♥

sikorka w akcji pisze...

;))))) Kochaniutka zapraszam na kursik ;-) w końcu mam 3 wspaniałych. Cieszę się , że "dochodzisz" do siebie! Ja niestety ostatnio niezbyt siedzę przed kompem... czas tak szybko leci...

marysza pisze...

Cieszymy sie ze wrocilas i to z takim kopem i energia! z niecierpliwoscia czekam na twoje szyciowe twory i trzymam kciuki zeby juz teraz nic sie nie spieprzylo! buźki! :))

Białe Grochy pisze...

Wow, jednak tu jesteście! :D :D :D
Dzięki dziewczyny!!!

brummig pisze...

Tęskniłam za Twoim pisaniem.
Dobrze, że jesteś.
Synków obsługuje się banalnie prosto, a córeczki jeszcze banalniej prosto :D
Pozdrowienia!

Marlena :-) pisze...

O tak po takich przejściach to los po prostu musi się do Ciebie uśmiechnąć (w ramach rekompensaty oczywiście. Mam nadzieje że za tydzień dowiem się co u mnie w brzuchu zamieszkało, trzymam kciuki za drugą córcie, bo synka też trochę się boje ;)

Białe Grochy pisze...

Nie dziwię się że czekasz na córcię, skoro pierwszej takie słitaśne rzeczy szyjesz - synkowi jednak inne pasują i chociaż są śliczne rzeczy dla chłopców, to jednak nie to samo i raczej nie z Amy ;)))